środa, 4 września 2013

Dbanie o przyszłość

Natknąłem się dzisiaj na kilku młodych chłopaków kopiących piłę na jednym z miejskich orlików. Młodziaki śmigały ile tylko mają mocy w nogach, ile tylko są w stanie wycisnąć. Nie patrzą na to, czy robią to prawidłowo, czy podejmują dobre decyzje, czy widzą wystarczająco dookoła na boisku. Gra chaotyczna, ale z sercem. To się liczy. Za to lubię oglądać młodych w akcji. Zawsze jednak w takich sytuacjach towarzyszą mi mieszane uczucia. Dlaczego? Bo ich marzeniem jest zostać kimś, kto będzie kopał skórę w którymś z klubów europejskich. Od razu zaczyna mi być ich szkoda. Wystarczy wiedzieć, że tutaj nie mają nawet jak się wybić. Nie ma nic. Poza kilkoma boiskami nie ma żadnego klubu, który mógłby im pomóc w dalszym rozwoju. Tyczy się to nie tylko kopaczy, ale praktycznie wszystkich dyscyplin w Polsce. No może poza siatkówką. Cieszy mnie jednak widok pomału powstających szkółek piłkarskich, takie jak szkółka Legii czy Lecha.


Młodziacy z Legii już się cieszą grą.



Mimo wszystko problem nie ma zamiaru wcale zniknąć. Brakuje praktycznie wszystkiego. Za każdym razem, nie wliczając siatki i piłki ręcznej, mówi się, że ktoś z naszych chce się wybić, więc wyleciał na zachód. Cholera no, czemu? Stwórzmy mu warunki w Polsce. Są ku temu możliwości. Do tego, żaden sport nie może narzekać na brak chętnych do uprawiania go. Dotyczy to zarówno narodowej skopanej, jak i tańca towarzyskiego. Serio. Sam się o tym nie raz przekonałem. Dlaczego jednak nie jest to wykorzystane? Wszystkie szkółki są i tak płatne. Więc co za różnica, czy rodzic rzuci 20 czy 30 ziko. Wyjdzie mu to praktycznie tylko w końcowo rocznym rozliczeniu ze współmałożonkiem. Kwestia tylko na co te pieniądze pójdą. Może zamiast upychać kieszenie związków zwyczajnie zatrudniłoby się porządnego i dobrego trenera? No tak, na wykształcenie takowych też należy wydać. Niestety, realia naszej ojczyzny nie pozwalają nawet o tym marzyć. Szkoda, bo na tym wszystkim korzystają tylko nasi rywale, oraz Ci, do których uciekną największe talenty. Najlepszy przykład? Młodzi kolarze. Wiśniowski w belgijskim Etixx, Kasperkiewicz i Haba w holenderskim De Jonge Renner, Poljański pół życia spędził we Włoszech. Takie życie. Szkolą się, rozwijają. Będą z nich ludzie. 



Przemysław Kasperkiewicz to jeden z najlepszych juniorów na świecie.


Jaka jednak jest recepta na to wszystko? Przeciwstawienie się dziadostwu, które wciąga całe fundusze potrzebne na szkolenie młodych. Do tego wystarczy tylko trochę wyobraźni. Oprócz inwestowania w adeptów należy jeszcze maksymalnie ich zachęcić do uprawiania właśnie tej dyscypliny. Wystarczy kilka dobeych pomysłów. Mi wpadło kilka. Przede wszystkim, od najmłodszych lat należałoby obesrwować możliwości i zainteresowania dzieciaków. Każdy ma w sobie jakiś talent, geniusz, predyspozycje. Absolutnie każdy. Tak było jest i będzie. Wystarczy to tylko wyłapać. Wyślijmy na każdego orlika po jednej osobie, która obserwowałaby poczynania młodziaków, a i jednocześnie nadzorowała całe miejsce. Wyślijmy skauta, który na każdym ogórku będzie obserwował cały wyścig z uwagą godną Holmesa. Nie dajmy po raz kolejny dać się zrobić w bambo, tak jak Wisła Kraków w przypadku Dorina Oprioescu. Zawsze przecież dużo bardziej cieszy dobry występ swojego, niż jakiegoś farbowanego lisa. To kolejna ze zwykłych, sportowych prawd. Dajmy możliwość rozwijania swoich pasji i spełniania marzeń kolejnym pokoleniom. O to w tym wszystkim chodzi. Pomóżmy im w tym, a na pewno się odwdzięczą. Uradowane serce, to uradowany człowiek. Człowiek, który jest zdolny do wszystkiego w sferze swoich zainteresowań. Wykorzystajmy to. Wiele nie potrzeba. Jest nas prawie 40 milionów. To naprawdę dużo. Wystarczy chcieć i grać czysto, zgodnie z duchem tego, o co chcemy dbać. Zgodnie z zasadami sportowej moralności. Wówczas kwestią czasu będą pierwsze efekty wspólnej pracy. Najlepszym tego przykładem są skoki narciarskie. Polska się zjednoczyła, gdy na pierwsze strony gazet trafił nasz Orzeł z Wisły. Zbudowano kilka skoczni, rozpoczęto cykl Lotos Cup. Minęło kilka lat i mamy tego efekty. Świetna drużyna, fantastycznie wyszkolony trener. Na zachodzie zaczyna się mówić o polskiej myśli trenerskiej. Oby tak dalej. Reszta niech bierze przykład. 


Kompleks w Zagórzu przeznaczony dla młodych skoczków.


Tak to już bywa, że znając smak dobrze wykonanej roboty, nie można jej przełożyć na pozostałe podmioty. Co prawda tylko w Polsce. Mimo to wierzę, że możemy jeszcze coś z tym zrobić. Wszystko w naszych rękach. Przynajmniej taką mam nadzieję...

wtorek, 3 września 2013

Co kochamy w sporcie cz. 1 - Miejsca

No to czas na mały cykl. Sedno wszystkiego. Serio, sporo jest czynników, które wpływają na piękno sportu. Sam się zdziwiłem myśląc nad tym wczorajszego wieczoru. Wyczaiłem też, że przyda się trochę sentymentów. Stwierdziłem więc, że zacznę od bardzo lekkiej części, często zależnej od charakteru człowieka. Każdy sport ma kilka miejsc, wokół których się kręci. Każdy sport ma kilka miejsc, które dla osób go uprawiających, bądź interesujących się nim, są jak Mekka dla ciapatych, czy Fatima dla Katolików. Co jednak tworzy całą otoczkę odpowiadającą za prestiż tychże lokacji?


Przede wszystkim przyroda. Bez niej, nie było by niczego. Piękna, spokoju, porządku. Ona odpowiedzialna jest za wszystko. Tylko ona działa na człowieka tak kojąco. Jest największym narkotykiem. Nie znam osoby, która źle czułaby się w lesie, górach, na skałach, plażach etc. Właśnie dzięki naturze, każdy z nas może odbudować swoją wewnętrzną siłę. Trochę wygląda to jak ładowanie many w tibii, ale czy nie jest to podobne odczucie? Odpowiedzcie sobie sami ;]



Jak tu nie kochać takich miejsc? - Passo Dello Stelvio, Włochy



Drugim czynnikiem, dotyczącym nie tylko sportu, jest historia. Każde miejsce na ziemi ma coś zapisane rękoma naszych przodków. Każde. Nie podlega to jakiejkolwiek polemice (nie mówię tu o drapaczach chmur z Kuala Lumpur itp.). Dla nas, Polaków, szczególnie ważny jest Grunwald, Częstochowa, Kraków itp. Identycznie sytuacja ma się z każdą dyscypliną sportu. Wszystko gdzieś się zaczęło. Stąd też tak ogromną wartość sentymentalną mają Olimpia, wzgórze Holmenkollen czy Silverstone. Tam ktoś dał początek temu, w czym teraz każdy z nas jest zakochany. Dziękujemy za to ile nam to przynosi radości...


Holmenkollen. Narciarze klasyczni wiedzą jakie ma ono znaczenie...



Na koniec to, co jest tak naprawdę najważniejsze. Nasze osobiste, wyjątkowe. Miejsca, którę sami kojarzymy z tym, co kochamy. Miejsca, w których najczęściej stawialiśmy pierwsze kroki, bądź osiągaliśmy największe sukcesy. Ewentualnie robiliśmy to co chcemy z ogromną radością. Te wewnętrzne miejsca kultu. Kultu tego, co robiliśmy, robimy i robić będziemy. Miejsca, które do końca naszych dni nastrajać nas będą na odpowiednią falę, tą przyjazną, radosną, taką, która od dzieciństwa po emeryturę się nie zmieni. Nikt nigdy nie będzie w stanie nam tego odebrać. Zwyczajnie nie ma jak. Choćby chciał nas zabić. Takie rzeczy pozostają w nas do końca, bo są schowane w sercu. Strzeżcie ich, bo są one waszym największym skarbem. Są czymś, do czego zawsze będziecie mogli się uciec podczas ciężkiego dnia.






Dla mnie takim miejscem są góry Sowie. Z wielu względów. Jakie jest Twoje? Nie mam prawa Cię nawet zapytać.

poniedziałek, 2 września 2013

Komercja

Pieniądz. Kawałek metalu bądź papieru, który rządzi światem. Jakby tego było mało, teraz jest nawet niewidzialny. Coraz częściej zastanawiam się, czy nie dostaje siły bóstwa. Niestety, chyba się nie mylę. Wielu za hajs zrobiłoby wszystko. Takie czasy. Szkoda, bo ze sportu zaczyna twórzyć się komercyjne bagno. Szczególnie za sprawą pewnych panów w białych szatach, o właśnie takich:




Co z tego, że cały świat zakochany w kolarstwie wie swoje. Mianowicie, nawet skrócony i maksymalnie zbombardowany monument jest lepszy od Katarskiego szajsu. Najprostszy przykład, Mediolan - San Remo 2013. Ujemne temperatury, deszcz, zamarznięci kolarze. Co z tego. Monument to monument, prestiż 9999999999999 razy większy od szejkowskich ścierw. Szkoda tylko, że UCI leci za forsą i godzi się na coraz większą ilość wyścigów z wysoką kategorią na wschodzie, nie wspominając tutaj o Tour of Pekin. 
Dlaczego akurat dzisiaj o tym wspominam? Od dawna mówiło się o problemach Euskaltelu. Wszyscy widzieli już koniec ekipy z ogromnymi tradycjami. Spekulowało się o kontraktach czołowych zawodników, historii itp. Na szczęście jednak Samu Sanchez odezwał się do swojego kumpla, Ferdka Alonso. Poprosił go o parę baniek, na utrzymanie ekipy. Co tam, dla niego przecież to nic. Stało się. Euskaltel przetrwa, lecz pod inną nazwą. Mimo to, tradycja zostaje podtrzymana. Props Fernando :] 


Euskaltel pozostaje w peletonie


Pytania jednak pozostają. Mnie nurtuje jedno. Dlaczego nikt z decydentów nie patrzy na klimat, tradycję i siłę sportu, a jedynie na kasę? Euskaltel nie jest pierwszym przykładem upadku sportu. Odwoływane wyścigi, skracane etapówki, upadające kluby piłkarskie. To tylko kilka odmian problemu. Nie ma już drużyn, są tylko zlepki. Zlepki indywidualności dojących grube kokosy. Wystarczy spojrzeć na Manchester City czy AS Monaco, nie wspominając już o Paris Saint Germain. Modle się o to, aby nic nie osiągnęli, a na czoło niech wrócą kluby z krwi i kości. ManU, Olympique Lyon, Juventus itp. Co jeszcze mnie boli? Grajkowie również poddają się mocy pieniądza. Cały skład Man City, Falcao, Cavani, Ibra. Wszyscy polecieli za lepszą wypłatą. W moim mniemaniu nie są już piłkarzami. Sportowiec idzie tam, gdzie może spełnić marzenia, osiągnąć coś, być częścią czegoś wielkiego, ale wielkiego sportowo, nie finansowo. Takie jest moje skromne zdanie.

Ostatnio w naszym kraju poruszany jest inny temat komercji. Chodzi mi o czarny sport i ostatnie sytuacje związane z walką BSI i OneSport. "Cała" Polska bulwersuje się na słowa Ole Olsena, który neguje każde posunięcie OneSport. Dlaczego tak robi? Bo zwyczajnie ma mniej pieniędzy, a prowadzi najbardziej prestiżowy cykl żużlowy w historii. Mowa oczywiście o Grand Prix. Wielu narzeka na zbyt niskie nagrody, na miejsca, w których odbywa się cały cykl. Zupełnie nie wiem czemu. Taka mentalność, bo ktoś ma coś więcej niż my. Ma coś, co zawsze będzie najlepsze i największe, a cały podrobiony SEC może tylko czyścić buty lepszemu poprzednikowi. Po raz X ktoś myśli, że może więcej, bo ma pełen portfel. Nic bardziej mylnego. Karol Lejman i reszta jego "ekipy" powinna pogodzić się z tym, że sport to nie prowadzenie wielkiej korporacji, a uczucia i subtelność. Pieniądze nie grają tu roli. One są tylko dodatkiem. Osobiście trzymam kciuki za BSI i ich działania, niech OneSport wie, że jest tylko podróbką z mega nadmuchaną otoczką, ot co. 

SEC to najgorszy pomysł ostatnich lat


Kto jednak posłucha kibiców, zawodników, miłośników. Przecież oni tylko dostarczają budżet poprzez kupowanie biletów etc. Smutne to, bardzo smutne. Chwała takim, jak władze Brytyjskiej Elite League. Czysty sport, jak najmniej komercji. Za to właśnie uwielbiam brytyjski speedway. Wszyscy inni zapomnieli już, że pieniądz jest dla człowieka, a nie człowiek dla pieniądza. Rozkmińcie to przed kolejnym treningiem. Spojrzcie na wydarzenia sprzed 10 - 15 lat. Jeśli nadal nie rozumiecie, to po prostu skończcie ze sportem. Against Modern Cycling, against modern speedway, against modern footbal.